“To nie sztuka wybudować nowy dom.
Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń.
To nie sztuka wytrenować sobie mózg.
Sztuka sprawić, by rozumiał ludzi,
By pozwolił nam się wsłuchać w deszczu plusk,
By nie budził z marzeń nas jak budzik.”
Scalając wszystkie kawałeczki- zapiski na blogu nabieram większej przejrzystości i sądzę,że tworząc “coś” wciąż poszukujemy.To poszukiwanie może dotyczyć różnych sfer , to może być nawet poszukiwanie siebie.
Przesilenie , czuję się koszmarnie.”Utykając” dobiegam do mety z napisem >koniec roku> .
Jeszcze trochę i wyjadę , zostawię bez żalu miastowe życie i zestroję się z przyrodą
delikatnie
ostrożnie
w ciszy
na krawędzi wieczoru.
Dochodzę do wniosku ,że tak naprawdę nic w naszym życiu nie jest tym , czym nam się wydawało.
Moje powołanie belferskie okazało się ciężką, niewdzięczną robotą , w której nie ma miejsca na ideały.
Związek z Piotrem, który miał być końcem samotności , jej początkiem .
A wszystkie granice marzeń przesunęły się z biegiem lat i wyznaczają je
- poczucie obowiązku, egoizm, wygoda i przyzwyczajenie.
Mam za sobą rozstania , próby znalezienia innych partnerów, wypełnianie luki uczuciowej pracą, wykrzyczałam słowa , które bardziej bolały niż uderzenia pięścią, ale przeżyłam również wiele pięknych , szczególnych , wzruszających i bardzo osobistych momentów i myślę , zastanawiam się , czy to przypadek , może to jednak przeznaczenie?
Gdzieś w pokoju każdej kobiety znajduje się jakiś przedmiot , drobiazg, który ją uosabia, bez reszty i bez skrupułów. U mnie chyba są to fotografie ludzi , którzy są , byli, będą zawsze dla mnie ważni. Ich obecność kształtowała moje uczucia , emocje , całą moją sferę duchową, bez nich nie byłabym tym kim jestem. A nawet nie byłoby mnie.To jest moja entelechia, moje ucelowienie.